Czy przestępcza sekta Gryf144 włada spółką OVH.PL

Czerwiec 15, 2009 - autor: sztajber

Czy Spółka OVH.PL jest przykrywką dla niebezpiecznej sekty Oriona 2012 Gryf144 Mesjasza?

Gryf144_ver4

Gryf144 Mesjasz Pan Syjonu i Jegomości Małpie Numery


Zacznijmy od początku a więc od rejestracji i Regulaminu portalu EIOBAN.com, który jest tu bardzo ważny, a którego właścicielem jest firma spółka ovh.pl. Otóż przez długi czas nikt nie wiedział, kto jest rzeczywistym właścicielem ovh.pl ani eioban.com, bo o tym portalu będzie tu mowa, gdyż w Regulaminie tę istotną przecież informację po prostu przeoczono. Informacja ta się niestety nie pojawiła, lecz okazuje się, że nawet jakby się pojawiła to byłaby nieprawdziwa. Postanowiłem naprawić ten błąd zamieszczając na społeczności aktualny adres, lecz po kilku minutach wpis został usunięty.

O czym może to świadczyć?

Jest tam wielu autorów publikujących różne teksty, w tym o religii, rozwoju duchowym, filozofii, nauce, technice i innych, co należy uznać za dobre, bo w tej różnorodności każdy może znaleźć coś dla siebie.

“Rozwój duchowy” na EIOBAN, to przede wszystkim publikacje pewnej grupy osób, uważających się za ekspertów w dziedzinie filozofii apokaliptycznej sekty Orion 2012 dążącej najprawdopodobniej do zbiorowego samobójstwa niczym w tokijskim metrze. I dobrze, że za takich się uważają, problem jednak w tym, że głoszone przez nich treści mijają się z ich działaniami, czyli słowem pisanym, który jest tam orężem wężowego mesjanizmu oriońskiego.

Każdy, kto ośmieli się wyrazić zbyt dosadnie swoją opinię, będącą choćby w małej opozycji do ich świętych satanistycznie orionowych racji, jest natychmiast atakowany przy pomocy nawet obelżywych słów i gróźb, a epitetom tym nie ma końca, bo włącza się w to natychmiast kilka a nawet kilkadziesiąt osób, które po prostu zaszczują każdego, nawet najbardziej odważnego. Zresztą kilkanaście osób próbujących się z członkami tej sekty wywalono z portalu eioban.com.

Efekt jest taki, że dyskusja odbywa się pod dyktando niby liderów, najwyżej stojących w rankingu, a większość zastraszona i wystraszona woli po prostu udawać, że nic się nie dzieje. Co więcej nie można się nawet tam zapisać bez zdeklarowania klakierskiego poparcia dla niebezpiecznej sekty podającego się za prawdziwego Mesjasza szaleńca o pseudonimie Gryf144, którego giermków wywalano już z wielu forów w internecie za rozrabiactwo i oszołomstwo. Teraz szaleją na własnym serwerze ovh.pl na którym opluwają wszelką swoją konkurencję.

Ostatnio znalazł się ktoś odważny, kto postanowił zadać otwarcie i oficjalnie pytanie liderowi, o którym krąży po internecie wiele przedziwnych oskarżeń, między innymi i o to, że należy do jakiejś apokaliptycznej sekty Orion 2012 głoszącej koniec świata i nauki nowego Mesjasza Lorda Gryf144 Andrzeja Struskiego, że EIOBAN.com to propagandowa tuba tegoż orionowego bractwa szaleńców dążących do samozagłady i wiele innych. To zresztą widać, bo najwięcej artykułów publikuje tam lider tej niebezpiecznej sekty czyli sam Gryf144 Mesjasz!

Czytając ten wpis byłem pod jego wrażeniem gdyż autor postawił jasne i proste pytanie. Spodziewałem się jednoznacznej odpowiedzi, lecz zamiast tego zaczęła się rzecz dziwna i niezrozumiała, zaczęły być usuwane wpisy wszystkich, którzy odważyli się wyrazić zdecydowanie swoje zdanie. Trwa to już kilka dni i nic nie zapowiada końca, chyba, że wszyscy zrozumieją, kto tu pan i kto ma rzeczywistą władzę na eioBAN.com.

Od tego zaczęła się „kolejna wojna”. Pojawiają się w necie kolejne blogi rozmaitych członków sekty Orion 2012, a to anonimowej Kajszy podającej się jako Karolina Jaszańska, a to blog niejakiej Xary, pełne oszczerstw i inwektyw pod adresem hinduizmu, jogi, duchowości orientalnej i wszelkiej dla gryfistów konkurencji. Niejaka Kajsza podająca się za ateistkę wszędzie gdzie może zwalcza i oszczerczo szkaluje także Kościół katolicki i papieża Jana Pawła II, jak to oriońsccy sataniści, tacy sami jak ich inna grupa w USA, która popełniła zbiorowe samobójstwo z okazji przylotu komety. I odlecieli wedle swego mniemania na Oriona zapewne z przystankiem w Piramidzie Cheopsa na swojej ziemskiej “ley lines”.

Właściwie chwilę po moim wpisie wszystko stało się jasne. Zdążyłem przeczytać i skopiować drugi post, który nieco później został skasowany razem z tym poprzedzającym? Masz pecha, akurat w takim czasie byłem w portalu, albo ktoś tego upilnował. Ale to nie ma znaczenia. Król jest nagi. Andrzej Struski aka Gryf144 Mesjasz i Pan Syjonu moralnie nie istnieje. I tak naprawdę nigdy nie istniał w sensie rzetelnego intelektualisty. To była tylko maska, atrapa, która w końcu stała się ofiarą własnej obsesji czy prawdopodobnie przebytej schizofrenii. Oba człony pseudonimu, tak Gryf144 jak i Mesjasz kryją złego człowieka, postać, która swym działaniem zdecydowanie zaprzecza ich znaczeniu. Żal, że osoba uzdolniona i pracowita oddała się tak absurdalnej i szkodliwej działalności ideologiczno-religijnej w społeczeństwie pozbawionym znaczących autorytetów. Co dalej? Jeśli masz odrobinę honoru, to powinieneś wiedzieć, co należy uczynić?

O tym, że Pan Syjonu, Gryf144 Mesjasz jest niebezpieczny a nawet prowadzi działalność przestępczą można sprawdzić nawet w Google, gdzie po wbiciu frazy gryf144 pokazuje się informacja o szkodliwości tego osobnika:

gryf144
gryf144. Konto zostało zablokowane na stale. Powód: Działania na szkodę serwisu poprzez rozprzestrzenianie niebezpiecznych treści. …
www.eioba.pl/u5948/gryf144

I tak to szydlło z worka wychodzi, że treści niebezpieczne rozpowszechnia, zatem eioban.com także jest serwisem niebezpiecznym dla ludzi. Zapewne nikt nie chce skończyć w 2012 tak jak ofiary innej apokaliptycznej sekty tego nurtu w tokijskim metrze.

A jakie to były treści niebezpieczne za które zbanowano kilkanaście userów eioba.pl ale w sumie tylko kilka osób od sekty Gryfa144? Ano nie podobały im się ostre wypowiedzi przeciwko pedofilii. Atakowali ludzi, którzy w komentarzach byli przeciwni obniżeniu granicy wieku ochronnego dzieci z 15 lat do 12 lat. Inaczej mówiąc swoimi wypowiedziami w imię wolności popierali pedofilię, działali na rzecz poprawy losu pedofilów, którzy mogli by w ten sposób dymać dzieciaki od 12-tego roku życiu, a nie jak teraz dopiero po skończeniu lat 15. A w innych krajach Europy a także w USA bywa, że granica wieku ochronnego przed pedofilami to lat 18-cie… Co tu jeszcze dużo mówić…

Odpowiedzi nie doczekałem się do chwili obecnej. Pręgierz opinii publicznej wystarczy, czy łatwiej wykasować takie przypuszczenia i pytania? A może ze względu na ideologiczną wagę sprawy za uzasadnione uznacie bardziej radykalne wyciszenie oponenta? Przecież to nic nowego, jeśli się ma odpowiednio ważne cele (np. wersja B planu NWO) i autorytarną osobowość w otoczeniu uzależnionych i nawiedzonych wyznawców Nowego Wodza Gryfa 144. Właściwie sam o tym myślałem i napisałem tutaj, że taki Eioban kontyngentnie może stać się heglowskim rozumem świata. Wielkie rozumy pragną nieograniczonej władzy nad ludźmi. Więc dmuchać warto tylko na zimne. Oby nie powtórzył się scenariusz zagłady z tokijskiego metra w wykonaniu sekty Orionidów Gryfa144.

Cóż złego jest w tym zapisie, że został usunięty? Wiele ostatnio dzieje się na społeczności, który to dział rzekomo przeznaczony jest do wewnętrznych dyskusji o wszelkich nieprawidłowościach na portalu. Warto pamiętać, że mesjański miot Pana Syjonu Gryf144 zwalcza wszelką religię, Kościół katolicki tak samo jak duchowość orientalną i w ogóle wszystko co choć trochę odbiega od jego ideologii. A że jest psychotronikiem to zaklęte swoimi magicznymi sztuczkami dusze swoich uczniów i wielbicieli trzyma niczym czarnoksiężnik dżiny w specjalnych pojemnikach w piwnicy swego domostwa. Wiedzą o tym tylko jego nieliczni wybrani, wśród których jest znany lekarz chirurg onkolog z Wyszkowa. Czary widać działają, bo normalnie człowiek po wyższych studiach nie staje się Bellum w apokaliptycznej sekcie zdolnej do zbiorowego samobójstwa, a skompromitowanej na wielu forach w internecie.

I tu regularnie usuwa się wszelkie wpisy informujące o nieprawidłowościach pozostawiając jedynie te, które popierają lidera EIOBAN niejakiego Andrzeja Struskiego kryjącego się pod pseudonimem Gryf144 oraz jego kochanki Magdaleny Lucyny Tomaszewskiej kryjącej się pod pseudonimem Jessika, a także Jessica112.

Co administracja chce ukryć?

* Dlaczego wprowadza w błąd użytkowników nie podając wcale danych właściciela stronki ovh.pl?
* Co robi właściciel w sprawie prawidłowego, zgodnego z prawem działania jego własności?
* Dlaczego foruje się pewną grupę osób przyzwalając im na ubliżanie czy wyzywanie innych?
* Dlaczego wciąż nikt z administracji nie odpowiedział na zarzuty pewnych użytkowników?

Właścicielem stronki eioban.com jest portal ovh.pl który nie podaje danych o swoich właścicielach, pragną być anonimowym tak samo jak liderzy sekty Orion 2012 bedący uczniami Mesjasza Gryfa144, Pana Syjonu jak się sam nazwał.

Na społeczności niebezpiecznej sekty aktywnych jest kilka osób: hells_bells, Feliks Klich, old spirit (Mariusz Mijas), foczkaBibi, Asef, Jakub Sztajber, Xara, Antylicho, Nakrozgwzdap, Kajsza (Karolina Jaszańska). Z ich wpisów każdy, kto je czyta na pewno zadaje sobie pytanie: czego tych kilku czubków netowych chce od spokojnych ludzi z portalu eioba.pl z którego niebezpieczną sektę gryfa144 wywalono na stałe? Co to takiego doprowadza ich dosłownie do furii, co wynika z ich wpisów, w których obrażają a nawet twierdzą, że to nie jest portal dla starych, jak to napisał jeden z tych świrków sektowych?

Wygląda to już na celowe dyskryminowanie innych za katolickie czy orientalne wyznanie, a to zahacza o paragraf zagrożony karą do 3 lat więzienia. Społeczność EIOBAN najwyraźniej czegoś się boi, prawie nie publikuje, z wyjątkiem kilku, nie ma ich komentarzy, bo któż chce być nazwany sekciarzem, staruchem, głupcem, terrorystą, itp.? Kilka osób bardzo ostatnio aktywnych może rzeczywiście zastraszyć kilka tysięcy? Brzmi to nieprawdopodobnie, a jednak jest prawdziwe, a najsmutniejsze jest w tym, że administracja ani właściciel portalu nic z tym nie robi.

DLACZEGO?

Pytań jest wiele i wciąż ich przybywa, lecz wciąż brak odpowiedzi, więc każdy na swoją rękę musi ich poszukiwać, co niestety może prowadzić do błędnych wniosków, lecz nie z winy poszukującego a wyłącznie z winy odpowiedzialnego za porządek na tym portalu. Wniosek nasuwa się sam. Może jest błędny a może jak najbardziej prawdziwy.

Właściciel strony eioban.com, czyli portal ovh.pl jest przykrywką sekty Orion 2012 schizofrenicznego samozwańczego Mesjasza Gryf144 Andrzeja Struskiego. Dlaczego? Po prostu właściciel firmy ovh.pl poproszony o usunięcie oszczerstw i plugastw zamieszczonych na jego serwerze pod adresem IP 90plan.ovh.net (87.98.239.2) eioban.com stanowczo odmówił. Zatem musi popierać ideologię złowrogiej, niebezpiecznej sekty apokaliptycznej Gryfa144 zwiącego się mesjaszem czyli w sumie Chrystusem, chociaż sam podaje się za starszego brata Jezusa Chrystusa czyli wedle kabały za samego Lucyfera!

Właścicielem czy raczej współwłaścicielem ovh.pl jest niejaki Daniel Włodarczyk z Wrocławia. Prawdopodobnie to on pisuje z Wrocławia, m.in. jako Hubert i zastrasza wszystkich, którzy krytykują sekciarską i społecznie szkodliwą ideologię sekty Orion 2012 w której jednym z głównych channelingowych mediów jest pan Andrzej Struski.

Portal ovh.pl jest częścią francuskiej firmy o tej samej nazwie OVH, a czy to nie dziwna zbieżność z tym, że Andrzej Struski czyli Gryf144 swoje inspiracje czerpie właśnie z Francji i tam jeździ z wybranymi na zloty swej sekty?

OVH.PL ma swoje forum niby techniczne na tematy komputerowe. Ale ponieważ serwer i portale należą do złowrogiej sekty gryfian, to członkowie forum są niewątpliwie z sektą jakoś związani. Ponieważ sekta działa mocno w internecie, może pod pozorem tematów komputerowych werbować do ruchu Oriona 2012 i Projektu Cheopsa. A na pewno dobrze zarabia na zwerbowanych ofiarach.

Jak można zobaczyć, główne komputerowe forum sekty pod adresem http://forum.ovh.pl/ ma dużą ilość userów. Na koniec maja 2009 jest tego: “Użytkownicy: 8392“. A panowie Daniel Włodarczyk i Kamil Włodarczyk kierujący sprawami OVH.PL niewątpliwie są pilnymi uczniami samozwańczego Pana Syjonu z Oriona 2012, czyli Andrzeja Struskiego kryjącego się pod pseudonimem Gryf144.

Zachęcam wszystkich poszkodowanych przez OVH.PL i EIOBAN.COM aby pisali do właściciela serwisu petycje o usunięcie wszelkich oszczerstw pod adresem osób i organizacji niewygodnych przestępczej sekcie Orion 2012 pana Gryfa144. Spółka przykrywkowa pana Mesjasza Gryfa144 nawet w internecie podaje kilka swoich adresów, co pokazuje, że chyba się chce ukrywać, a przez telefon jakaś sekretarka na pytanie o adres podaje jedynie emaila co jest przestępstwem gospodarczym. A swoją drogą, kapitał zakładowy spółki 50 tysięcy PLN pokazuje, że sekta jest bogata!


Spółka ta żeruje na klientach którym oferowała domeny w ramach promocji, o czym świadczą wpisy na forach, jak to firma sekciarska.

APEL

DO WSZYSTKICH OSÓB, KTÓRE CZUJĄ SIĘ POSZKODOWANE PRZEZ OVH W RAMACH PROMOCJI 100 DOMEN .PL

Piszę to całkiem poważnie i proszę o wsparcie…tylko marazm może przysłużyć się takim szulerom jak OVH w ich dalszej nierzetelnej działalności. Jestem w trakcie składania skargi do Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji (UOKIK) na nierzetelne postępowanie OVH w związku z tą “słynną” już promocją 100 domen .pl

Ale o co chodzi?

Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji dopuszcza możliwość wnoszenia pozwów zbiorowych od pokrzywdzonych konsumentów zgodnie z tym, co jest napisane na ich stronie uokik.gov.pl

Źródło:

http://www.di.pl/index.php?showtopic=17560&st=320&start=320

Post 321
-

I wszystko na temat nieuczciwości tej sekciarskiej przykrywki dla tak zwanej mafii Mesjasza Gryfa 144.

http://www.ovh.pl/

Daniel Włodarczyk, OVH.pl.
pomoc@ovh.pl

OVH.PL
ul. Armii Krajowej 2/5
50-541 Wroclaw
Tel: 071 792 5976

OVH Sp. z o. o.,
ul. Karola Miarki 6-­10 lok. 3­4,
50-­306 Wrocław
e-mail: kamil@ovh.pl
tel: 071 786 0711

Spółka OVH Sp. z o.o. ma także adres:
PL. POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH 16-18
53-333 WROCŁAW

tel. +48717860700, www: http://ovh.pl, email: pomoc@ovh.pl
KRS: 0000220286, NIP: 899­25­20­556, Regon: 933029040
Sąd Rejonowy dla Wrocławia ­ Fabrycznej we Wrocławiu ­
VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego
Kapitał zakładowy: 50.000,00 zł

DO SEKTY GRYF144, MESJASZ, PAN SYJONU z ORIONA 2012!

Tak się składa, że rozpoczynam pisanie od tematu dotyczącego sekty Orion 2012 pana Gryfa144. Z tekstów pisanych przez obrońców tej sekty, można wyciągnąć wnioski, że jej członkowie są wyjątkowo nieludzcy i pomyleni. Ich wypowiedzi są objawem zachowań ludzi, którzy borykają się z swoimi wewnętrznymi problemami a wściekłość wyładowują na “potencjalnych” według ich mniemania, wrogach swojej apokaliptycznej sekty.

Nieludzkość polega na tym, że w swojej wściekłości nie tylko atakują i bronią się w naturalny sposób, jak czynią to zwierzęta, ale dodatkowo używają prymitywnego chamstwa i oszczerstwa. Są to objawy zwyrodnienia człowieka, często występujące w kręgach ludzi usidlonych w przeróżnych satanistycznych kultach. Takie indywiduum nazywam “ortodoksem wściekłym”. Jest to stan patologiczny w większości przypadków nieuleczalny.

Najlepszym przykładem jest osoba samego Mesjasza sekty Orion 2012 (mesjasz.pun.pl), niejaki Andrzej S. jest człowiekiem chorym psychicznie, który bez wątpienia musi podlegać leczeniu, jako, że każdy niespełna rozumu przechodzi badania psychologiczne. Takie badania u tego indywiduum musiały wykazać zboczenie umysłowe, dlatego sądzę, że jest leczony albo jak wielu schizofreników oszukuje że się leczy, a leków nie bierze. To, że leczenie wściekłego ortodoksa nie da żadnego rezultatu jestem całkowicie pewny.

Organizacja kultowa działająca pod ksywą Mesjasz Gryf144, Orion 2012, czy Apokalipsa2012, skupia więcej takich ludzi, tworzą oni niezłą sforę w sieci internetowej (patrz: apokalipsa2012.pun.pl, mesjasz.pun.pl). Prawo dla nich znaczy tyle co zeszłoroczny śnieg a opluwanie ludzi stało się dla nich rozrywką. Widocznie przesiąkli mocą własnych demonów, jaszczurowych szaraków i istot gadzich z Oriona. Uczniowie reprezentują swojego Mesjasza. Pewnie w 2012 polecą jak ich pobratymcy z USA w zbiorowym samobójstwie, sfrustrowani, że ich przepowiednie końca świata jak zawsze się zupełnie nie sprawdzą!

NIE ZASTRASZYCIE MNIE ANI NIE ZNIECHĘCICIE!

Naczytaliście się wielu książek czy raczej wypocin Gryfa144, nasłuchaliście wiele opowieści, lecz niczego z tego nie zrozumieliście. Przepełnia was tak ogromna nienawiść, że zaczyna wam się rozum mieszać, a to najlepszy znak, że wylądujecie w psychiatryku lub więzieniu. Kiedy w końcu zrozumiecie, że ktoś bardzo skutecznie wami manipuluje, sam siedząc głęboko w ukryciu? Zakładacie blogi, naruszacie prawa autorskie i dobra osobiste zamieszczając cudze zdjęcia i nazwiska, wybieracie drogę przestępstwa, więc musicie być świadomi kary jaka was czeka. To tylko kwestia czasu, niczego więcej.

Jeżeli na tym ma polegać wasz rzekomy “Rozwój duchowy” to wystawiacie mu najgorsze z możliwych świadectwo. Aż dziw bierze, że wasi mistrzowie, “Mesjasz” Andrzej Struski i podobnie nie przekazali wam podstawowej wiedzy jaką jest:

ZŁEM NIE ZWYCIĘŻYSZ MIŁOŚCI.

Ocknijcie się orioniści gryfianiści, póki nie jest za późno, bo brniecie co raz głębiej w bagno, które w końcu was wciągnie i utopi.

O sekcie Oriona 2012, końcu świata i gryfianach więcej znajdziesz tutaj:

http://inicjacja.wordpress.com

© Jan Kowalski. Powyższy tekst jest tekstem autorskim.
Kopiowanie, rozpowszechnianie tylko za zgodą autora tekstu.

—————————————

Uprzejmie dziękuję panu Janowi Kowalskiemu za zezwolenie mi na opublikowanie tego tekstu na moim blogu.

Jasiu Jakób Jakub Sztajber

Ja Jasio Kajfel Jakób Jakub Sztajber

Maj 22, 2009 - autor: sztajber

Życie i dzieło Jasia Jakóba Kajfela – Jakuba Sztajbera.

Jasio Jakub SztajberW dorosłym życiu KAJFEL Jakób Jakub Sztajber to hydraulik ze Szczecina. W Polsce są 3 osoby o nazwisku Sztajber. Zamieszkują oni w 2 różnych powiatach i miastach. Najwięcej zameldowanych jest w Szczecinie, a dokładnie 2, w innych dzielnicach Szczecina. Jeden mieszka w Łodzi.

Od najmłodszych lat życie nie szczędziło mi trudnych i bolesnych doświadczeń. To właśnie one ukształtowały mnie wzbogacając zarazem o wartości z których jestem dumny. Piszę na podstawie własnych doświadczeń starając się przekazać istotne informacje. Oto moje motto: Doświadczenie jednego może pomóc drugiemu.

Mam 61 lat, wykształcenie zawodowe i bardzo otwarty umysł na wszystko, co mnie otacza. Interesują mnie sprawy ludzkie, a w szczególności stany z których się składa człowiek. Interesuję się rozwojem osobistym i duchowym, wszystkim, co pomaga człowiekowi na życiowej drodze, szczególnie systemem wiedzy Oriona 2012 i konstrukcjami geometrycznymi mojego mistrza, Mesjasza Andrzeja Struskiego, znanego lepiej jako Gryf144. Aktualnie w 2009 roku pracuję jako pracownik fizyczny w firmie produkującej nawóz.

Pracuje na Ubuntu, wersja Ubuntu 8.10 – Środowisko graficzne GNOME. Używam pseudonimów Kajfel oraz Artur Fornalczyk, chociażby na forum katechetycznym “dawid”. Urodziłem się w 1948 roku w Częstochowie. Moją najlepszą przyjaciółką jest suczka Felcia oraz kociczka Rózia. Mam też znajomą kobietę MO, z którą wiele nas łączy oraz przyjaciela Krzysztofa z Łodzi, lat 37 z którym jestem w jako takim związku partnerskim. Mieszkam w drewnianym Białym Domu z ogródkiem przy ulicy Różowej 13/2 w Szczecinie, który wynajmuję dzięki uczynności dobrych ludzi w Szczecinie. Moje dane adresowe sam wystawiłem w internecie przy okazji poszukiwania pracy i miłego towarzystwa obojga płci, zatem każdy może do mnie trafić.

To Ja Jasio Jakób Kajfel Jakub Sztajber i Suczka Felcia

KAJFEL – Jakób Sztajber jak Wilhelm Tell.

Jaś czyli Jakób w przedszkolu domu dziecka, od najmłodszych lat był dzieckiem niezwykle ruchliwym, krnąbnym i złośliwym, zawsze znajdował się na pierwszej linii rozrabiactwa, ponosząc tego smutne konsekwencje. Tak było i tym razem, gdy wspólnie z rówieśnikami, z braku zajęcia, wymyślili rzucanie koksem w pasące się opodal stado owiec i baranów. Zabawa była wyborna, choć mało który rzut trafiał do celu, w końcu celowały kilkuletnie brzdące, z niewyrobionym wzrokiem i słabymi jeszcze rączkami. Wszak daleko im jeszcze było do Wilhelma Tella.

Roześmiane i rozbawione towarzystwo bawiło się wybornie. W pewnej chwili ktoś zauważył zbliżającego się kierownika Państwowego Domu Dziecka, więc całe towarzystwo pouciekało bezszelestnie, a na placu boju pozostał jedynie głupi Jaś czyli Jakub Sztajber, pochłonięty tak bardzo rzucaniem w niewinne barany, że nikt i nic nie mogło go od tego zajęcia oderwać. Nachylił się, by sięgnąć swoją drobną rączką po następny kawałek koksu, po czym z niebywałą precyzją wyrzucił ten kawałek, a ten opuszczając tę katapultę, pomknął w wyznaczonym kierunku, by wyrżnąć barana prosto w nogę. Ten kulejąc uciekał gdzie pieprz rośnie, a za nim pozostała część stada owiec i baranów.

-Hura!- Krzyknął mały Jakub Sztajber z całych sił, uniósł zwycięsko w górę swoje małe rączki, a twarz oblewał uśmiech od ucha do ucha. Wokoło panowała cisza, nikt nie wtórował jego radości, więc rozglądnął się wkoło siebie. W jednej krótkiej chwili wszystko raptownie się zmieniło, bo oto tuż obok niego stał pan i władca, kierownik Państwowego Domu Dziecka. Chwycił go mocno za ucho, prowadząc do kancelarii, a Jaś – Jakub Sztajber wniebogłosy krzyczał, próbując uwolnić się z tego strasznego uścisku karzącej ręki władzy. Wszelkie próby kończyły się niepowodzeniem, a za mały był i brak mu było doświadczenia starszych, którzy w takiej sytuacji, jednym kopnięciem uwolniliby się, czmychając daleko stąd.

W kancelarii wszystko potoczyło się szybko. Jaś Jakób Sztajber w mgnieniu oka leżał na kolanie kierownika z gołą małą dupą, na której co raz lądował krótki kawałek węża gumowego odciskając na niej swój bolesny ślad. Każdy raz wydobywał straszliwy płacz i krzyk, a wołanie o pomoc do mamusi czy wszystkich świętych, było wołaniem na puszczy. Jako sierota w biduli nie miał szans na interwencję mamy, taty ani innych krewnych, których miewają normalne dzieci. Kierownik nie tylko zlał brutalnie małą dupę Jasia Sztajbera, ale na koniec rozpiął rozporek, wyjął swojego kutasa i zerżnął małą dupcię, obficie się zlewając, co bolało jeszcze bardziej niż ciężkie lanie. Opuszczając miejsce kaźni trzymał się za swoją obolałą i krwawiącą dupę i szlochając podążał do świetlicy w której panował minorowy nastrój i to do samego wieczoru, pory udania się na spoczynek. Jedyne, co mu pozostało to przytulić swoją główkę do poduszki by w niej znaleźć pełne ukojenie.

I tak już Jasiowi Jakubowi Sztajberowi zostało, że z wielką pasją i paranoidalnym obłędem w oczach atakuje z nienacka niewinnych, obrzucając ich chociażby wulgarnym błotem, nawet w internecie, a za to dostaje wpierdol od życia, albo od policji i innych organów. Tak się Jasio stoczył na drogę przestępczą o czym trudno pisać.

Moja Najbliższa Dziewczyna Suka Felcia

Jaś – Jakub Sztajber pisze list do mamy.

Jaś czyli Jakób, Jakub Sztajber pisze list do mamy. Jaś – Jakub Sztajber z każdym rokiem jest starszy, nie za bardzo rozumie swoje położenie, więc swawoli i rozrabia niczym bamber ile tylko się da, korzystając z dzieciństwa. Chodzi już do szkoły, do pierwszej klasy ucząc się pisać i czytać, a wieczorami, po odrobieniu lekcji i kolacji, słucha opowieści pani Eli, wychowawczyni jego grupy. Są to oczywiście bajki, pozwalające małemu dziecku na przeniesienie się w inny świat, iluzyjny świat zła i dobra, w którym dobro zawsze zwycięża.

Pewnego wieczora, gdy jak zwykle pani Ela opowiada im bajki, wchodzi do sali kierownik Państwowego Domu Dziecka z jakimś panem. Rozmawiają krótko z panią Elą, po czym wzywają Jasia, by udał się za nimi. Kierownik przedstawił Jasiowi nieznajomego pana, lecz jemu to nic nie mówiło, nie znał go wcale, ale w jego pamięci ten epizod pozostał na bardzo długo. Pan wziął Jasia na kolana, rozebrał pomimo jego protestów, które stłumił biciem i zrobił z Jasiem to, co wcześniej pan kierownik Państwowego Domu Dziecka. Jasia znowu bolała jego mała krwawiąca dupka. Zbliżały się katolickie święta Bożego Narodzenia. Na dwa dni przed wigilią, w grupie pozostał tylko Jaś, Jakub Sztajber, po którego nie zgłosił się nikt. Po raz pierwszy do jego umysłu zawitała świadomość samotności, choć wtedy jeszcze nie pojmował wszystkich jego konsekwencji. Był na to za mały.

Pani Ela zabrała go na święta do swojego domu, gdzie spędził kilka cudownych dni, poznał dobroć ludzi mu obcych, a jednocześnie bardzo bliskich, upajał się prezentami i bardzo często z panią Elą spędzał większość dnia. Pani Ela pomogła małemu Jasiowi zrozumieć dokładniej czym się różni kobieta od mężczyzny, a Jasio zrozumiał, że o wiele przyjemniej robić to z kobietą niż z kierownikiem PDDz. Przez cały ten czas przepełniony był radością, uśmiech nie schodził z jego twarzyczki, a wieczorem, zmęczony lecz jakże szczęśliwy tulił się do swojej pani w jej ramiona, która jak najczulsza matka i żona, kołysała go do snu. Nadszedł dzień dla niego najgorszy, nadszedł czas powrotu do domu dziecka. Pani Ela natychmiast zauważyła niesamowitą zmianę w zachowaniu Jasia Jakuba Sztajbera. W pociągu usadowiła go na swoich kolanach przytulając najczulej jak tylko można, głaszcząc po zapłakanej buzi. Jaś Jakub Sztajber tulił się do niej, jakby przeczuwając zmiany jakie miały dopiero nastąpić.

Kolejny rok szkolny to kolejna zmiana w życiu krnąbnego Jasia – Jakuba Sztajbera. Teraz wychowawczynią jest pani Ewa, surowsza i częściej karząca laniem za wybryki, to też powoli wszyscy musieli uczyć się dyscypliny i porządku. W niedługim czasie po rozpoczęciu roku szkolnego, a było to 17 września, pani Ewa ustawiła całą grupę w dwuszeregu, po czym powiedziała – dzisiaj urodziny ma Jaś Jakub Sztajber, i z tej okazji otrzymuje ode mnie torbę cukierków – po czym wręczyła mu dużą torbę, wypełnioną po brzegi cukierkami. Jaś Jakub Sztajber przyjął ten prezent z wielką radością, a po chwili torba była już pusta, bo dzielił się swoim szczęściem ze wszystkimi.

W trzeciej klasie nadal wychowawczynią była pani Ewa. Pewnego dnia pani Ewa zwróciła się do dzieci – moi drodzy, dzisiaj każdy z was napisze list do swojej mamy. – Po chwili wszystkie główki pochylały się nad kartką papieru. Jaś czyli Jakób Sztajber szybko uporał się z pierwszymi słowami pisząc:
- Kochana mamusiu.
Po czym przerwał pisanie patrząc gdzieś przed siebie. Zauważyła to pani Ewa, podchodząc do Jasia.
- Dlaczego nie piszesz? – zapytała, a Jasiu płacząc odpowiedział:
- bo nie wiem co.
Pani Ewa pomogła mu w napisaniu pierwszego listu. Po jakimś czasie dzieci zaczęły otrzymywać odpowiedzi, ciesząc się, jak tylko potrafi radować się dziecko. Jaś Jakub Sztajber początkowo nie zwracał na to uwagi, lecz po kolejnych dniach, gdy prawie wszyscy otrzymali odpowiedź, podszedł zasmucony do pani Ewy, pytając:
- dlaczego moja mamusia mi nie odpisuje?
Pani Ewa jako wytrawny pedagog wytłumaczyła mu to, najlepiej jak potrafiła, i widać dobrze, skoro więcej już nie pytał. Wolał poprzytulać się czule i namiętnie do pani Eli a nawet do pani Ewy.

Raz w tygodniu, po kolacji, zasiadali wszyscy w swoich miejscach w sali, a pani Ewa rozpoczynała wówczas opowieści. Miała głos tak piękny, że niebawem na sali panowała cisza, i to do tego stopnia, że często zaglądał do nich kierownik PDDz zdziwiony tą ciszą. Były to dni, na które wszyscy czekali z niecierpliwością, tak bardzo sugestywnie opowiadała pani Ewa, że Jaś Jakub Sztajber bardzo często przenosił się w świat, o którym opowiadała. Trzy lata minęły szybko, aż za szybko, bo kolejny, czwarty rok to zmiana wychowawcy, na pana, o którym krążyły nie najlepsze opinie. Nowy pan wychowawca był gorszy od pana kierownika, a Jasio stał się jego ulubionym chłopakiem z grupy.

Kajfel Sztajber Jakub z Ukochaną Suką

Próby samobójcze Jakuba Sztajbera

Kiedyś, wiele lat temu znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji materialnej i rodzinnej i to nie jeden raz. Ponieważ do problemu samobójstwa zawsze podchodziłem poważnie nie lekceważąc go czy też wyśmiewając, w tej krytycznej dla mnie chwili, oczywiście z mojego punktu widzenia, wpadł mi do głowy szalony pomysł. Zamknąłem się w pewnym pomieszczeniu odcinając od całej rodziny, tkwiąc w nim przez kilka dni w samobójczej próbie. Bodajże czwartego dnia położyłem na stoliku przy łóżku polowym brzytwę, pół litra spirytusu i truciznę. Całymi godzinami wpatrywałem się w te przedziwne atrybuty śmierci, zastanawiając się z którego w końcu skorzystam. Była to przedziwna próba, nikomu jej nie polecam, gdyż nikt nie może być pewnym swoich zachowań. Dla mnie była to próba niezbędna do poznania mechanizmów rządzących tym przedziwnym zjawiskiem.

Głównym powodem moich prób samobójczych po których lądowałem w wiadomym szpitalu psychiatrycznym była chęć zemsty za domniemane krzywdy, gdyż tak się składa, że zawsze mamy do kogoś pretensje, rzadko do siebie. W stanie załamania działa się wybiórczo, wybiera się tylko te informacje z przeszłości, które pasują do obecnej rzeczywistości, bo to one potęgują złość a potem nienawiść, która wzrasta lawinowo dochodząc do punktu krytycznego. Jest więc to skupianie swojej uwagi na wybranym zagadnieniu, co musi w końcu doprowadzić do realizacji. Zanim do tego dojdzie potencjalny samobójca taki jak ja wysyła w świat całą masę informacji. Jest to jego przeraźliwy krzyk, wołanie o pomoc, połączony z niebywałym bólem, często nie do zniesienia.

Cały problem w tym, że głos ten dla innych jest nie słyszalny gdyż nie wydobywa się z ust, jest to tylko głos jego zachowań, które jego zdaniem wszyscy powinni zauważyć. Zamykanie się w swoim pokoju, posępna mina, oddalenie od dotychczasowych znajomych czy rodziny, to tylko nieliczne objawy. Człowiek ten cały czas chce mówić, nawet czasami coś zaczyna, lecz po kilku słowach, widząc u drugiego obojętność, przerywa nagle, zamykając się jeszcze bardziej. I tak krok po kroku zbliża się do swojej granicy, nabierając co raz większego przekonania o słuszności swojej decyzji rozstania się z tym światem.

Moja Jasia Sztajbera Kocica Rozia Pieszczota

Nienawiść Jasia Jakuba Sztajbera do wszystkich ludzi.

Człowiek ma wiele emocji, a jedną bodajże najgorszą jaką żyje Jaś Jakub Sztajber jest nienawiść. Wzrasta ona powoli, wręcz niewinnie stąd bardzo trudno zapanować nad nią Jasiowi w jej początkowym stadium rozwoju, gdyż traktujemy ją jako niewinne zachowanie, jako coś normalnego, często naturalnego. Obrażenie się u Jasia, chwilowa złość Jasia, ostrzejsza wymiana zdań aż Jaś wpada w szał i wiele innych podobnych zachowań będących wynikiem współżycia z innymi ludźmi, nieuniknionymi z racji ich różnorodności, wszystko to uważamy za nic nie znaczące zdarzenie w życiu Jasia. I gdyby tak tylko było, nie byłoby żadnego problemu, bo wszystko to po czasie przemija i powraca do tzw. normalności.

Te niewinne z pozoru zdarzenia pozostawiają w każdym swój ślad, a szczegolnie w Jasiu Jakubie Sztajberze. Początkowo jest to tylko mały epizod zepchnięty do zapomnienia, przynajmniej tak każdemu się wydaje. Rzeczywistość jest jednak inna, bowiem wszystko co się zdarza zapisane zostaje na trwałe, i jedyne co można, to utrzymywać w zapomnieniu tamto zdarzenie, czyli tłumić go w sobie, udając zarazem że nie ma żadnego problemu. Czasami udaje się to przez dłuższy czas, jednakże nie zawsze my mamy wpływ na to, czy w zapomnieniu zostanie, gdyż uczestników zawsze musi być co najmniej dwóch, a na drugiego wpływu wielkiego nie mamy, są także czynniki zewnętrzne, które również są poza naszą sferą działania.

Nienawiść ma swój początek w tych właśnie niewinnych zdarzeniach i najgorsze, że dojrzewa w zapomnieniu, poza naszą kontrolą. Tam gdzieś we wnętrzu, w uśpieniu, oczekuje tylko na pojawienie się odpowiednich okoliczności, i wcale Jasio Jakub Sztajber nie musi od razu przystąpić do ataku. Nienawiść Jasia jest cierpliwa, jest jak twardy dysk w komputerze na którym zapisywane jest wszystko, nawet pojedyncze kliknięcie w klawiaturę. Nie przeoczy niczego, to tylko nasza świadomość, jako bardzo wybiórcza zwraca uwagę na to, co jest dla niej korzystne, pomijając wszystko inne. Zasada jest bardzo prosta – ziarnko do ziarnka, a zbierze się u Jasia miarka. Każde najdrobniejsze zdarzenie dokłada coś do poprzedniego i w ten sposób, to małe coś zaczyna urastać do co raz większego problemu.

Jasio Jakub Sztajber ma w Szczecinie sąsiada z którym z jakiegoś błahego powodu pokłócił się. Doszło do ostrzejszej wymiany zdań, wzajemnego ubliżania, podkreślania swojej uczciwości itp. Po kilku dniach, gdy emocje opadły pogodził się stwierdzając, że puszcza wszystko w niepamięć. To niby błahe z pozoru zdarzenie, które po kilku dniach zepchnięte zostało do zapomnienia, tak naprawdę wciąż w jest w Jasiu, który kombinuje jak zniszczyć sąsiada. Chce o nim zapomnieć i często się to nawet udaje. Mija jakiś czas. Jako sąsiedzi jesteśmy na siebie skazani, a życie dostarczające nieustających nowych zdarzeń, pewnego dnia dostarcza kolejnego. I tak jak wtedy, tak i tym razem wystarczy mały powód, by znowu dwoje ludzi wzięło się za bary, próbowało swych sił na języki, przeróżnych argumentów wśród których przeważają obelgi z prszywych ust bidulkowego Jasia Jakuba Sztajbera. To, co niby było zakopane w zapomnieniu nagle wydostaje się stamtąd i to z jakąś ogromną energią, a wsparte obecnym doświadczeniem, zostaje jeszcze spotęgowane.

Jest wprawdzie cudowne rozwiązanie, tak przynajmniej w tej chwili mi się wydaje. Zabrać swoje zabawki i przenieść się w inne miejsce, najlepiej gdzieś na pustynię, lub głęboko do lasu. Nie ma Jaś jednak pewności, czy następnego dnia ktoś nie postanowi podobnie. Tak więc to rozwiązanie okazuje się nie tak cudownym. Mogę zamienić się w głaz, pozamykać wszystkie dziury w domu, nie wychodzić i nie prowokować tym samym sąsiada. Dla niego oczywiście byłoby to cudowne, lecz nie dla mnie, bo z jakiej to niby racji ja mam ustąpić? Z powyższego wynika, że najlepiej unikać jakiejkolwiek kłótni. Czy jednak jest to realne?

Są tacy, co twierdzą, że najlepiej stać się Miłością. Może mają rację, choć mnie się wydaje, że Miłość, jako uczucie zaborcze, również doprowadzi do podobnych zdarzeń, i z bardzo prostego powodu. To, co mnie się może wydawać jako Miłość, dla innego może oznaczać zupełnie co innego, i wcale może nie chcieć bym mu ją okazywał, bo dla niego prostota jest ciekawsza, on chce czasami chamstwa, czasami potrzebuje użyć różnych wulgaryzmów, czasami musi pokłócić się z sąsiadem, bo to mu dodaje energii, urozmaica jego życie. Taki jest Ja-sio, który w dzieciństwie nie zaznał Miłości i teraz nie wie czym ona jest ani jej nie czuje. Jasio woli robić chamstwa, chociaż był za to trzymany w aresztach, więzieniach i psychiatrykach w czasie swojej zwariowanej, kryminalnej młodości.

Powyższy przykład ukazuje jedną bardzo ważną rzecz. Udawanie, że się zapomniało o złości, jest oszukiwaniem samego siebie, które prędzej czy później da znać o sobie. Bo tłumienie uczuć i to każdych, jest naprawdę bardzo nie dobre, zaprowadziło już wielu nad przepaść a nawet w nią wepchnęło. Nie ma złotego środka, bo być go nie może wobec tak wielkiej różnorodności w jakiej występują ludzie. Bo kiedy Nienawiść rozsiądzie się w naszym wnętrzu niczym Królowa na Tronie, to chce niepodzielnie panować i naprawdę wystarcza jej byle powód, a nawet czasami brak powodu jest dobry do okazania swej furii, przy pomocy której może zaprezentować swoją moc. Pamiętajcie, że Jasio nie żartuje, kiedy sobie z niegoktoś dworuje!

Skoro udawać nie można, to nasuwa się pytanie – to co można? Wydaje się, że nic, co najwyżej żyć z tym problemem, przeżywać go po swojemu i od czasu do czasu po prostu wybuchnąć atakiem furii, żeby w środku nie kumulowało się to zło z którym urodził się chyba Jasio Kajfel niczym jakaś potworna gadzina. Czy jest to jedyna rada? Nie wiem, nie jestem przecież żadnym specjalistą w tej sprawie, a jak mogę radzić innym skoro sam nie wiem jak ten problem rozwiązać? Każda emocja Jasia Jakuba Sztajbera musi znaleźć swoje ujście na zewnątrz czy to jako radość, smutek czy np. wściekłość. I jedyne, co należy Jasiowi czynić to w jak największym stopniu na tym zapanować, choć i to nie jest takie proste, a bywa często wręcz niemożliwe.

Moja Felcia w peruce afro!Moja suka Felcia w peruce afro!

KIM JESTEM? JAKI JESTEM?

Pytania te musiały w końcu zostać postawione sobie przez głupiego Jasia, bo nie sposób bezustannie od nich uciekać, skupiając się wyłącznie na ocenianiu innych w złośliwy sposób wszędzie gdzie się tylko da. Jak długo nie znajdę na nie odpowiedzi tak długo będę błądził, wywołując co rusz temat zastępczy, uciekając od prawdy. Gdybym miał siebie oceniać w kategoriach dobry – zły, musiałbym dokonywać wyborów, a te zawsze będą zależeć od mojej subiektywności, rzadko od obiektywności. To samo dotyczy oceny mojej osoby jako Jakuba Sztajbera przez innych, tak więc ocenianie wydaje się nie najlepszym sposobem wartościowania.

Postawione w tytule pytania zdają się nie mieć odpowiedzi, przynajmniej w kategoriach prawdy, bo zawsze jakiś czynnik będzie decydował o ocenie, nie oddając wcale prawdy zupełnej o urwisie Jakubie Sztajberze. Najlepiej byłoby nie zadawać tego pytania, gdyż wówczas nie byłoby konieczności odpowiadania, ale pytanie zostało postawione i to przez mnie, nie mogę więc od niego uciekać. Zacznę więc od tego, że wedle własnej oceny nie jestem ani dobry, ani zły. Po prostu najczęściej równowaga działań dobrych i złych. W zależności od sytuacji szala przechyla się raz w jedną to znowu w drugą stronę, lecz jak to z wagą bywa, szale najczęściej zachowują równowagę. I ta właśnie równowaga najlepiej o mnie stanowi, jest to swoisty papierek lakmusowy, coś na podobieństwo miernika wartości.

Tak oto nadal nie ma jednoznacznej odpowiedzi, i całkiem możliwe, że jej nigdy nie znajdę, choć oczywiście mógłbym przytoczyć tu całe swoje popaprane biseksualne życie, wszystkie swoje doświadczenia, każdy, najmniejszy nawet brud, lecz to dotyczyłoby przeszłości, a ja mam odpowiedzieć w odniesieniu do teraźniejszości. Wniosek z tego jeden, w tej chwili gdy to piszę Jestem spokojny, szczęśliwy, zadowolony z siebie i swojego życia. Czy to oznacza, że taki jestem? Za chwilę wszystko może diametralnie się zmienić, bo nagle pojawią się okoliczności, wymuszające takie a nie inne zachowania, mogę więc wpaść w furię, szał czy amok, nagle stanę się zupełnie inny, a wszystko dlatego, że władzę przejmą emocje, nad którymi najczęściej trudno zapanować.

Odpowiedź na pytanie jaki jestem, zależy także od czynników zewnętrznych, na które nie mam zbyt wielkiego wpływu. Pozostaje mi więc tylko doskonalić samego siebie, zmagać się ze swoimi niedoskonałościami w nadziei, że z nimi się uporam dla swojego dobra. Nie mogę więc powiedzieć jestem dobry. Nie mogę także powiedzieć, jestem zły, pozostaje więc tylko jedno, Jestem jaki jestem. Osobnik z rodziny patologocznej, porzucony przez rodziców, gnębiony drastycznie w Państwowym Domu Dziecka. Przyuczony do obcowania i z chłopami i z babami…

Kim jestem? Oto kolejne pytanie postawione w tytule. Tu odpowiedź wydaje się prostsza, bo przecież jestem jednak chyba jeszcze człowiekiem, istotą żyjącą, mam ręce, nogi, głowę, w niej rozum, spełniam więc wszystkie kryteria obowiązujące człowieka. Ale może przejawiam zbyt wiele cech zwierzęcia, bardziej będąc bestią niż człowiekiem? A jednak to stwierdzenie nie oddaje wszystkiego o mnie, gdyż oprócz powłoki materialnej, cielesnej, jest jeszcze coś, co stanowi o mojej strukturze, coś, co jako niematerialne ma spore, a może nawet, najważniejsze znaczenie.

I tak jak w wyżej wymienionej próbie, tak i tu odpowiedź nie może być jednoznaczna. Bo według jakich kryteriów mam siebie określić? Psychologowie niby takie mają, lecz na szczęście nim nie jestem, nie muszę więc do ich teorii się dopasowywać, bo gdzieś wewnątrz jest coś nieuchwytnego, nie namacalnego, coś, co jest wyłączną moją własnością, a do czego nikt z zewnątrz nie ma dostępu. to coś jest jakby w klatce, jak zwierzę, bestia, gad przedpotopowy… To coś, to moje myśli, choć nie mam stu procentowej pewności czy są moje, czasem myślę, że są czyjeś. W każdym razie dopóki znajdują się we mnie mogę za swoje je uważać, choć po chwili, mogą bez zapowiedzi zmienić właściciela, gdyż takie właśnie są.

I znowu okazuje się, że to kim jestem, w dużym stopniu nie ode mnie zależy, bo cały czas powiązany jestem subtelną nicią zależności z zewnętrznym, niematerialnym światem, w którym bezustannie coś się zdarza. A ponieważ wiem już, że próżnia nie istnieje, więc i ja próżnią być nie mogę, i na pewno próżnią nie jestem. Jestem więc tylko ŻYCIEM i dopóki ono trwa jestem jedną wielką niewiadomą, jestem narzędziem do wykonania konkretnego zadania, o ile oczywiście dostosuję się do praw rządzących wszechświatem. Nic więcej nie mam do dodania. Jest mi z tego powodu przykro, bo takie stwierdzenie nie zadowala moich ambicji, wystawia mi też nie najlepszą ocenę, lecz całe szczęście, że od niej nie uzależniam zbyt wiele. Po prostu jestem kim jestem i jaki jestem. I jestem wdzięczny mojemu mistrzowi, Polskiemu Mesjaszowi, Andrzejowi Struskiemu, znanemu szerzej jako Gryf144 za wszelkie nauki i pomoc w rozwoju na Ścieżce Oriona 2012.

MO to moja ukochana les&bi laseczka

Chcę być bezdomnym pijakiem rozczochranej myśli

Od dłuższego już czasu, ukazywała mi się ścieżka, na którą powinienem wkroczyć. Próbowałem nawet kilka razy to uczynić, lecz zawsze powracałem z niej po kilkunastu godzinach. Okazuje się, że wkroczenie na nią wymaga odpowiedniego psychicznego przygotowania, gdyż jest to bardzo trudna droga, na której niczego nie można być pewnym, na której wydarzyć się może wszystko, nawet to najgorsze. Kusi mnie ona nadal, oferując nowe i nieznane dotąd przeżycia, ostrzegając zarazem przed podejmowaniem pochopnych decyzji.

Jest to ścieżka bezdomnych ludzi, których uważa się za dno społeczne, na której walka o przetrwanie, najczęściej odbywa się na wysypiskach śmieci. Nie ma na niej domu, przytulnego i czystego kącika, nie ma ciepłej strawy, nie ma żadnych wygód. Jest jedynie niepewność chwili, nie mówiąc już o dniu jutrzejszym. Znajdują się na niej najczęściej ludzie zwani wyrzutkami czy też patologią społeczną, tacy jak ja, choć osobiście uważam, że takie stwierdzenia nie mają niczego wspólnego z rzeczywistością. Widać to zresztą wyraźnie gołym okiem. Wystarczy tylko uważniej przyjrzeć się tym ludziom, by stwierdzić, kto i dlaczego, na niej się znajduje. Jest tam wielu pijaków i zboczeńców, takich jak ja. To fakt bezsporny. Lecz tych jest o wiele więcej w tym niby normalnym świecie.

Od dłuższego czasu obserwuję tych ludzi, co prawda, tylko z oddali, niemniej, widzę ich codzienne zmagania. Z pełną godnością znoszą swój los, nie wyciągając do nikogo ręki po pomoc. Proszę nie mylić ich z różnego rodzaju cwaniakami czy pijakami, którzy próbują w różny sposób wyłudzić od drugich choćby złotówkę na piwo czy wino. Do swojej egzystencji potrzebują naprawdę niewiele, trochę mleka i chleba, jak opowiadał mi to pewien bezdomny.

Mam swój prywatny, osobisty portal, do którego nikt nie ma dostępu, a już w szczególności, nikt nie może na nim manipulować słowem moim, czego się obawiam od mej pierwszej hospitalizacji psychiatrycznej jeszcze w dzieciństwie. I chociaż panuje na nim spory bałagan, myśli są rozczochrane, porozrzucane, często ze sobą w sprzeczności, mam tę satysfakcję, że nikt mi tu nie wejdzie, by posprzątać wedle swego widzi mi się i nie zaprowadzi tu swoich porządków.

Myśli mają to do siebie, że przychodzą nie wiem skąd i nie wiem również dokąd podążają, jak to w schizofrenii. Pojawiają się nagle i tak też znikają, są więc bardzo ulotne, i to tak bardzo, że najczęściej nie zwraca się na nie swojej szacownej uwagi. Proces ten powtarza się w nieskończone, i rzadko się zdarza, by ta sama myśl atakowała z uporem godnego maniaka, np. przez dłuższy czas. Oczywiście coś takiego się pojawia, a oznacza to, że coś informuje nas mieszkających w Jasiu Sztajberze o jakimś zagrożeniu, i tylko od nas zależy czy zwrócimy na to swoją uwagę, czy też przejdziemy obojętnie, jak to najczęściej bywa. Intensywność pojawiania się przeróżnych myśli w mojej głowie, tych krótkotrwałych zdjęć, o przeróżnej tonacji, barwie, wyrazistości, sprawia, że są one jak to napisałem rozczochrane, i to do tego stopnia, że rozczesanie ich i ułożenie w ładną fryzurę, jest prawie nie możliwe.

Rozczochrane moje myśli pędzą jak szalone w nieokreślonym kierunku, pozostając we mnie na krótko, być może dlatego, że muszą odwiedzić jeszcze wielu innych, którzy zatrzymując się na chwilę, zechcą je zauważyć. Wspaniałe w tym wszystkim jest to, że nikt nie może zatrzymać ich na własność, a to dowodzi tego, że są wartością wspólną, że gdzieś, może na jakiejś chmurce znajduje się ich centrum skąd podążają w sobie znanym tylko kierunku.

Myśli na chwilę zanikają, a ja skupiam się wyłącznie na tym, co mam przed oczami. Stwierdzam wówczas, że ogarnia mnie pustka, że niczego nie widzę. Jest po prostu tylko nic, dosłownie tak, jak patrząc na niebo w nocy, przy pochmurnej pogodzie. Wpatruję się w tę pustkę, spokojnie, nie wymuszając niczego, i jeżeli uda mi się wytrwać w tym stanie choćby kilka, kilkanaście sekund, uznaję to za sukces, a należy pamiętać, że początkowo nie jest to wcale proste.

Bóg i ja to jedno, warto skupić się na tej jedności, nie wdając się w czysto teoretyczne rozważania, nad tym, czy Bóg jest, czy też go nie ma, bo i tak do niczego nowego to nie doprowadzi, co najwyżej do kolejnych rozczarowań. Bóg i ja Jakub Sztajber to jedno.

Ja, żywy Bóg, wcielony Bóg Jakób Sztajber
poszukuję swojej rodziny i krewnych, jeśli jacyś gdzieś istnieją. Mój ojciec to Jan Sztajber s. Stanisława ogniomistrz, służył w Czwartej Brygadzie przeciwpancernej w czasie wojny. Jeśli wiesz cokolwiek lub jesteś jego krewnym proszę o pilny kontakt na podany adres lub telefon.

Copyright

!!! Niniejszy blog jest moją własnością. Jeśli chcesz treść tej strony skopiować i wstawić na swoim portalu możesz to zrobić jedynie w całości, bez cenzurowania tekstu wedle swego widzimiesię i bezwzględnie za podaniem linka do źródła to jest tej strony na http://sztajber.wordpress.com

Zapraszam aby pisać do mnie. Poszukuję poważnych przyjaciół obojga płci…

KAJFEL – JAKUB SZTAJBER – POGOTOWIE HYDRAULICZNE
UL. RÓŻOWA 13/2
70-781 Szczecin
Tel. 0-501-763170
stary tel. 505688781
email: jakobsztajber@gmail.com lub sztajber@yahoo.com

Jasio, Kajfel, Jakób – Jakub Sztajber, Szczecin

Mój Jasia Jakuba Sztajbera Biały Dom